You cannot copy content of this page

Dolina Val la Ball

Trasa z Eriste przez dolinę Val de Ball. Bardzo spokojnie, zero ludzi. Raczej dziko. I okropnie gorąco 😉

Chciałem z Eriste dojść do stawów przez przełęcz Pradines (Ribereta, LaVal) i wrócić „drugą stroną” przez Sahun. Oczywiście w jeden dzień. Już w Eriste zgubiłem szlak. Oczywiście przegapiłem odbicie na ścieżkę w lesie, przy której stał duży kopczyk. Poszedłem w stronę wodospadu, mostku Puente Tramarrius. Wiedziałem, że nie mogę przejść przez most, tylko trzeba odbić w lewo. Gdy już bylem blisko pojawiła się nieoznakowana ścieżka prosto w las. No nic, odbiłem, musiała gdzieś prowadzić. Przedzierałem się z coraz większym trudem mając w dole po prawej stronie potok i od czasu do czasu wodospady. W końcu ścieżka „wyszła” z lasu wprost na inną ścieżkę na której pojawił się żółty znak! Bingo.

Dalej w górę, dość dziko, trzeba się przedzierać przez zarośla. Jest jakaś cabana. Znowu przez las i … w końcu otwiera się widok. No pięknie! Duże wypłaszczenie, chyba to rozlewisko. Są tak znaki. Kopczyki. Całe mnóstwo kopczyków. Aczkolwiek trzeba wypatrywać. I jakoś się przedostać na drugą stronę spływających strumyków, co nie jest łatwe. Idąc tak za tymi kopczykami udało mi się w końcu przejść potok. Oczywiście kopczyki od razu zniknęły. Poszedłem więc na czuja i ku mojemu wielkiemu zadowoleniu znów pojawił się kopczyk. Dalej już bez kopczyków w górę, wzdłuż jakiegoś potoku, oj stromo. Myślę sobie, coś tu jest nie halo, nie może tędy prowadzić szlak! Trudno powiedzieć czy prowadził. Gdy później patrzyłem na ślad GPS doszedł bym wprost do ostatniego stawu przed przełęczą (Ibon Ribereta). Podejrzewałem, że przecież skądś ten potok musi wypływać – a przeważnie wypływają z wyżej położonych stawów. Tak ze dwadzieścia minut mi zostało. Ale mogłem też iść w stronę stawów Baguena? Trudno było się zorientować.

Postanowiłem więc wdrapać się na pobliską morenę na której zauważyłem kozicę. Tym bardziej, że było blisko i łatwo. I tak zrobiłem. Odbiłem więc w lewo i wdrapałem się na wzgórze. I co zobaczyłem w dole? Cabanę! A nawet dwie! Chyba te Pardines? Zszedłem tam. Zaraz obok znalazłem znaki, żółte i zielone. Popatrzyłem na mapę, do przełęczy było jeszcze bardzo daleko. A trzeba jeszcze wrócić. Do tego było tak masakryczne gorąco, że odechciało mi się iść dalej.

Wracam więc po raz żółtych raz zielonych znakach. Schodzę nad rozlewisko. Na końcu tego zejścia jest oczywiście duży koczyk. Nie zauważyłem go idąc w tamtą stronę. Znów trzeba się jakimś sposobem przeprawić przez sto strumyków. Wracam, tym razem nie odbijam w las, idę cały czas żółtą ścieżka. zejście do Eriste jest upierdliwie strome a na końcu oczywiście jest kopczyk, którego nie zauważyłem idą w tamtą stronę. Nie muszę chyba dodawać, że nikogo nie spotkałem przez cały dzień.
Mam dwie mapy, na jednej jest odbicie od rozlewiska do Cabany Pradines, czyli tak jak schodziłem. Ale na drugiej szlak omija cabanę, i wychodzi prostu na Ibon Ribereta, czyli chyba tak jak szedłem. Na prawdę ciężko tam się wyznać.

  • Data: 14.07.2019
  • Trudność: T3
  • 14.32km, +1163m, 1149m