Estany Gran Pesso

Długa pętla po południowej stronie rejonu Sant Maurici – Aiguestortes. Główny cel to wysoko położony staw Estany Gran Pesso.

Podjechałem kilka kilometrów w górę za Taull, w stronę stacji narciarskiej. Początek trasy za mostkiem, przed zakrętem. Jest kilka miejsc do zaparkowania. Można też wzdłuż drogi, ruch tutaj niewielki. Tutaj przebiega wariant szlaku GR11. Chcą dojść do stawu Estany Gran Pesso trzeba po jakimś czasie odbić na północ. Czy to miejsce jest oznakowane, trudno mi powiedzieć. Od razu, przy mostku poszedłem drugą stroną strumyka. Pierwsza część trasy nie jest zbytni ciekawa. Szeroki trakt, lasem, jakieś chaszcze. Delikatnie w górę.

Po odbiciu mniej więcej na północ zaczyna się bardziej nachylone podejście. Najpierw dochodzi się do mniejszego stawu, Estany Pesso de Baix. Nieco wyżej jest większy – Estany Gran Pesso. Ładnie położone. Posiedziałem ze 20 minut zastanawiając się gdzie by tu dalej pójść. Pierwotnie chciałem wejść na szczyt Gran Pesso. Z poziomu stawu nie wydało się to łatwe. Do końca też nie byłem pewien, który to Gran Pesso. Nie wziąłem mapy. Co prawda jedno podejście z nad stawu wyglądało dość przyjaźnie, być może prowadziło na przełęcz Collada del Pesso. Chciałem jednak tędy ewentualnie zejść a wejść przez przełęcz Colladeta Oso. Nie mogłem jednak wypatrzeć ścieżki. Postanowiłem więc, że wejdę na przeciwległą przełęcz Collada Montanyo (2655). Do tak końca nie wiadomo jak iść. idę więc na czuja. Nie ma trudności technicznych. Bez problemu dochodzę na grań czyli chyba tą przełęcz.

Panorama 360:

Ładnie widać w dole staw Estany Gran Pesso, szczyty Pesso, Petit i Gran Pesso. W drugą stronę w oddali pewnie Pic Contraix i Grań Colomers. Tak obstawiam, na 100% trudno powiedzieć. Schodzę. Zejście nie jest takie oczywiste. Brak wyraźnej ścieżki. Właściwie to w ogóle brak. Podłoże jest dość upierdliwe i strome. Powolutku jak zwykle na czuja. Byle do trawek. Dalej już spokojnie. Nie widzę kopczyków. Gdzieś tam nisko widać dolinę, pewnie  – Aguiestortes i szlak do schroniska Estany Long. A w dół do Boi. Dość daleko, zważywszy że muszę wrócić aż za Taull. Pewnie można było się jakoś przebić idąc na zachód, przez widoczną grań, może i samą granią i w końcu zejść do punktu startu. Trudno jednak się połapać którędy iść. Nie za bardzo mi się chciało znowu iść w górę więc schodzę. Jest takie miejsce gdzie trzeba zdecydować – na prawo czy lewo. Chyba trzeba było wybrać w lewo, na wschód. Poszedłem drugą stroną. Problem był z potokiem, który jak podejrzewałem trzeba będzie przekroczyć. Pytanie czy będzie mostek a jak nie to czy da się przejść suchą stopą. Mostku nie było. Wody było dużo. Dość długo się zastanawiałem, zdjąć buty czy też nie. Było takie miejsce, przy który byłem pewien, że po przekroczeniu potoku w końcu trafię na szlak. Zniechęciło mnie stado krów chłodzących się akurat w najdogodniejszym miejscu do przeprawienia się na drugą stronę. No nic, schodzę dalej, może niżej będzie okazja. Niestety niżej potok już był bardzo szeroki i rwący. Doszedłem do dużego rozlewiska. Po drugiej stronie był już szeroki takt do Sant Esperit i Estany Long. Chcąc nie chcą, zdjąłem buty i na boska przeprawiłem się na drugą stronę.

Dalej już spokojnie. Po drodze wodospady Sant Esperit. Wiedziałem, że będą więc to rozlewisko to był ostatni moment na przeprawę. Niżej duży staw Estany Llebreta. Szlak biegnie dalej w dół aż do parkingu i nieco dalej szosy do Caldes de Boi. Zostało jeszcze wrócić do bazy. Oj daleko, trochę szosą, trochę skrótami przez las. Boi zostaje w dole, za to przechodzi się przez Taull.

  • Data: 10.07.2018
  • 26.56km, +1514, -1495
  • Trudności: T3