You cannot copy content of this page

Gela – Chermentas – Heas

Choć w nocy nie padało, namiot był bardzo wilgotny. Wręcz z niego ciekło. Nawet z tropiku od wewnętrznej strony. Dolinka długo pozostawała w cieniu. Chciałem choć trochę podsuszyć namiot więc ruszam dojść późno. Zdążyło już parę osób przyjść z dołu.

Postanowiłem pójść przez dwie przełęcze, Hourquette de Chermentas (2439) i Hourquette de Heas (2608). Byłem na wysokości 1700m…. Zapowiadał się upał. Ruszam. Oj jakoś tam strasznie dziś ciężko się szło. Bardzo ładna jest Val Gela. Można tutaj zrobić kilka fajnych tras. Byłem już tutaj, wchodząc na Pic Port Viejo. Więc nie popatrzyłem na mapę. Byłem pewien, że by dojść na Hourquette de Chermentas trzeba najpierw dojść do rozwidlenia na Barroude. Nie wiem dlaczego ale wydawało mi się, że to rozwidlenie jest na około 2000m. Nie było. Mało tego, mogłem pójść od razu na przełęcz, z miejsca noclegu. Może i dobrze się stało, że nie popatrzyłem na mapę. Dzięki temu przeszedłem ładnym trawersikiem.

Słonko mocno grzało. W górze ni stąd no zowąd pojawiło się ze sto orłosępów. Jakiś czas krążyły nad dolinką. Później już tylko pojedyncze sztuki, od czasu do czasu przelatywały. Gdy mój zegarek pokazywał wysokość ponad 2000m spojrzałem w końcu na mapę. Rozwidlenie owszem było lecz na 2330! Więc dalej mozolnie w górę. Wydeptana ścieżka wśród pastwisk. Pod koniec podejścia wodospad. Jeszcze tylko trzeba się na niego wspiąć i jestem u celu. Hmm, na pewno był tu drogowskaz. Dziś go nie ma, chyba że był bliżej Barroude. Tak czy owak, ścieżka która trawersowała stok była widoczna.

Trawers jest bardzo ładny. Piękne widoczki. Trochę w dół, troszkę w górę lecz bez przesady. Szybko zapomniałem jak musiałem się namęczyć by tutaj dotrzeć. Pod koniec, od takiej jakby przełączki jest nieco w dół. Dochodzi się pod ścianę. I zaczyna się podejście na przełęcz, takimi małymi zygzakami, niezbyt długie. Trudności nie ma ale i tak się zmęczyłem :). Upał nie odpuszcza.

No dobra, pierwsza przełęcz zdobyta. Drugiej, Hourquette de Heas (2608), nie widać. Zastanawiałem się gdzie może być. Ta, którą widać w oddali to chyba Port Campbieil. Za daleko. Więc Heas musi być nieco schowana. Jakąś ścieżkę w dole widać, pewnie zakręca. Ruszam więc w dół. Trzeba zejść tak mniej więcej 100m w pionie. Zaczyna się podejście. Może je podzielić na dwa etapy. Pierwszy jest dużo łatwiejszy. W górę aż do drogowskazu. Druga część jest bardzo stroma. Ścieżka zakręca i idzie zygzakiem. Zmienia się także podłoże na piargowe. No lekko nie jest. Podejście nie odpuszcza nawet na moment. Pod koniec wschodzi się na półkę skalną. Jeszcze jeden zakręt i dopiero widać przełęcz. Jest tuż tuż. Wygląda jak luka w skale.

Z przełęczy można podejść parę metrów. Ładny stąd widok, szerszy niż z przełęczy. Po „drugiej stronie” jak okiem sięgnąć pastwiska. Zejście jest długie. Schodzi się i schodzi. Bardzo dużym zygzakiem. Do tego skończyła mi się woda. W końcu pojawia się cabana. Dwie panie które spotkałem jeszcze przed pierwszą przełęczą już rozbiły namiot. Cabana jest prywatna. Co najważniejsze, nieopodal jest strumyk. Woda! Zostałem tutaj na noc. Jest spory płaski trawiasty teren. Nieopodal cabany jest zagroda. Czworo pasterzy sprowadzili tam owce. Później coś długo robili, nie wiem co. By w końcu wypuścić owce, które szybko pognały w górę 🙂

13.07.2019