You cannot copy content of this page

Na północ od Col Tourmalet

Z lotniska w Lourdes do miasta jest blisko. Kursuje bus shuttles, od kwietnia do końca października. Odjazd mniej więcej 45 minut po planowym wylądowaniu samolotu z Krakowa, czy to w czwartki, czy też w niedzielę. Aczkolwiek zabiera tylko tylu pasażerów ilu się zmieści na miejscach siedzących. Od poniedziałku do soboty kursuje także linia 2 (Tarbes-Lourdes), kilka dziennie. Oba kosztują 2€.

Zastanawiałem się z którego miejsca rozpocząć tegoroczny trekking. Z Cauterests czy Bareges?  W końcu wybór padł na drugą opcję. Łatwo dojechać w oba miejsca. Połączenia obsługuje forma Keolis Pyrenees. Kilka busów dziennie. Bus jest ten sam (linia 941), jadąc do Bareges trzeba się przesiąść w Pierreffite-Nestalas. Bilet można kupić na dworcu (tuż obok, około 10€).  

W Bareges byłem przed 14. O ile w Lourdes było pochmurno, tutaj słoneczko mocno grzało. Plan był taki by pójść w stronę Lac Bleu. Lecz najpierw trzeba było przebić się przez przełęcz. Jest kilka możliwości, mój wybór padł na Col Pecheurs (2354). Nie prowadzi tam dobrze oznakowany szlak, na mapie jest tylko zimowa trasa. Nie za bardzo mogłem namierzyć którędy iść z Barages. Były tylko znaki GR10. W końcu poszedłem w stronę parkingu Tournaboup, licząc na to, że odnajdę właściwą ścieżkę. Początkowo po asfalcie, dalej szutrem, równolegle do głównej drogi. Może i było jedno miejsce, gdzie trzeba było odbić. Patrząc teraz na mapę, powinienem tak zrobić. Lecz nie byłem do końca przekonany, a mapy nie chciało mi się wyciągać :). Doszedłem więc do Tournaboup.

Wyciągnąłem mapę. Zmodyfikowałem trasę. Wciąż można było dojść najpierw do Cabany d’Ourdegon a później na przełęcz Col Pecheurs. Lecz najpierw kawałek szosą w górę. Ruszam. Uszedłem jeden zakręt gdy zatrzymała się miła pani z Francji. Nie miałem w planach podjeżdżać. Lecz było tak gorąco a plecak ciążył więc wsiadam. Jadę aż pod Col Tourmalet, na wysokość 1950, gdzie zaczyna się ścieżka na przełęcz Col d’Aoube, którą także można dojść nad Lac Bleu.

No dobrze, ruszam. Widoczki oczywiście od od razu lepsze. I co najfajniejsze, w dole chmury. To taka specyficzna dolina, prawie codziennie napływają chmury. Ścieżka jest wyraźna, wąska. Od czasu do czasu są nawet żółte znaki. Ba, dochodząc do rozwidlenia, można stąd dojść nad Lac d’Oncet lub pójść dalej na Col d’Aoube, jest napis na kamieniu!

I tak powolutku w górę, bez trudności, praktycznie ścieżka wiedzie łąkami, doszedłem do mniej więcej 2100. Myślę sobie – na dzisiaj, pierwszy dzień wystarczy. Miejsce było w miarę dobre, był nawet kawałek płaskiego i mały pagórek z którego ładnie widać całą dolinę i pobliskie szczyty. A w dole chmury. Rozbiłem namiot i do końca dnia podziwiałem widoki. Następne dwa dni niestety nie zapowiadały się z piękną pogodą. Raczej deszcz….

7.07.2019