Puerto Glera – Port Venasque

Długa pętla przez dwie graniczne przełęcze: Puerto Glera i Port Venasque (Portillion Benasque, Benas).

Start na końcu drogi z Benasque, z górnego parkingu. Dojeżdża tutaj też bus z Benasque (na dolny parking). Najpierw podejście na przełęcz Puerto Glera (2364).  Jakieś 550m w górę. Bez trudności. Mniej więcej na 2320 jest małe wypłaszczenie. Rozpościera się stąd ładny widok na masyw Maladeta – Aneto. Dziś częściowo w chmurach. Wieje z południa, od hiszpańskiej strony. Jestem trochę ponad chmurami więc pięknie to wygląda.

Nieco wyżej jest staw Ibon Gorgutes. 50 metrów w pionie  i jestem na przełęczy. Widok na hiszpańską stronę jest dość ograniczony. Po francuskiej czyste niebo, nieco chmur nisko w dolinach.

Teraz w dół. Niby oczywiste lecz nie widzę kopczyków. Do tego pole śnieżne. Zastanawiam się czy zejście biegnie lewą czy prawą stroną? Być może jest tutaj delikatna ścieżka wśród piargu. Dziś pewnie pod śniegiem. No dobrze, idę. Początkowo bardziej środkiem. Ale dość stromo. Dalej na wprost raczej się nie da. Decyzja zapada – na prawo. Ostrożne, po śniegu by orła nie wywinąć, mały trawersik i jestem na piargach. Szlaku nie widzę. Noc cóż, na pewno w dół! Innej drogi nie ma. Po piargu jako tako się dało, choć stromo. Nieco niżej trawka. Mniej punktów podparcia dla stóp, więc ze dwa, trzy razy trzeba było na czterech kończynach. W końcu stromizna się skończyła i …. pojawiała się ścieżka. Trzeba jednak była z pola śnieżnego odbić na lewo!

Dalej też nie jest tak oczywiście. Nie miałem mapy. Miałem ją w pamięci 🙂 tak mniej więcej do 1800 musiałem zejść by odnaleźć odbicie na Chemin L’lmperatrice. Z góry widziałem gdzie muszę dojść. Dokładniej, to podejrzewałem że właśnie tam. Widocznych jest kilka ścieżek. Trudno jest się wyznać, być może dało by się jakoś krócej. Wydaje mi się, że trochę za bardzo na około poszedłem. Bo aż do szlaku na przełęcz Sacroaux. Jak teraz patrzę na mapę, to chyba jednak dobrze szedłem. Tak czy owak na skrzyżowaniu szlaków musiałem prawie że zawrócić, robiąc wcześniej trawersem duży łuk. Dodam tylko, że na rozdrożu oczywiście na było drogowskazu. Były tylko dwa numerki na kamieniach. Lecz skąd mogłem wiedzieć który numerek jaki oznacza szlak?

Mo nic, teraz w dół. Bardzo ładnie prezentuje się Cirque Glera. Niestety pojawił się problem. Potok był dość szeroki i wezbrany. Nie dało się przejść. Zszedłem więc niżej, wzdłuż potoku na teren prawie płaski. Potok już nie był aż tak wartki lecz za to zrobił się szeroki. Już myślałem, że będę musiał zdjąć buty lecz na szczęście znalazłem przewrócony pień. Przejść się po nim nie dało lecz wystarczył za oparcie i na trzy kroki przeprawiłem się na drugą stronę. Kawałeczek w górę i w końcu jestem na właściwe ścieżce. Jest nawet drogowskaz z napisami. I numerkami :).

Ok, teraz to już lajcik. Przez las, trawers stoku przez Chemin L’L’lmperatrice i  za godzinkę powinienem być w pobliżu Hospice de France (Port Penjat) skąd rozpocznę wspinaczkę powrotną do Hiszpanii. Niestety już po 15 minutach pojawiła się przeszkoda nie do przebycia. Olbrzymi lodowo-śniegowy jęzor zagrodził drogę. W bardzo niedogodnym do ominięcia miejscu. W przewężeniu, gdzie spływał potok. Nie było szans przejść ani ominąć. Myślę sobie, no niedobrze. Muszę wrócić i zejść bardzo nisko, by dotrzeć do Hospice France. Ze 2h w plecy….

Zawracam, znów przez ten potok trzeba się było przeprawić. Dalej długie zejście. Ładnie tutaj wszędzie. Lecz ja muszę jeszcze wrócić, czyli podejść na Port Venasque! Ja teraz patrzę na mapę to widzę, że mogłem ze dwa, trzy razy skrócić zejście. Nie zauważyłem. Raczej szybko schodziłem, tak za bardzo się nie rozglądałem. Były jakieś ścieżki lecz bez oznakowania. Szedłem główną, wydawało mi się, że dobrze. W końcu asfalt. Pewnie droga do Hospice de France. Najgorsze było to, że mój zegarek pokazywał 980m…. a Port Venasque na 2450……

Docieram do Hospice de France. Nie byłem jeszcze tutaj. A to znane, historyczne miejsce. Od wieków przebiegała tędy szlak do Hiszpanii przez przełęcz Port Venasque. Byłem ciekawy tego podejście i w ogóle tych okolic. Niestety już byłem trochę ujechany, jeszcze kilometr podejścia, ze 2.5-3h. A już po 15 do tego chyba będzie burza….Więc za specjalnie się nie zatrzymywałem i rozpoczynam podejście. Mijam Port Penjat – tu właśnie prowadzi wspomniany Chemin.

Mozolnie w górę. Niestety burza! Na szczęście nie taka straszna, trochę pogrzmiało, nieco popadało i przeszło. Nie ma technicznych trudności. Jeden potok do pokonania. Dziś dość wezbrany ale daje radę raczej bez problemów. Po długim odcinku w górę nieco się wypłaszcza i dochodzę do pierwszego ze stawów  Boums du Port i schroniska. Bardzo ładnie tutaj. Stawów jest kilka. Musze tutaj jeszcze kiedyś zawitać, pokręcić się. Dziś tylko krótki odpoczynek i dalsza wspinaczka.\

Od schroniska już nie daleko na przełęcz. Choć kompletnie jej nie widać. Myślę, że musiano ją odkryć od hiszpańskiej strony. Od francuskiej pojawia się niespodziewanie jako wrota skalne. Z przełęczy pięknie widać stawy po francuskiej stronie. A po hiszpańskiej Masyw Maladeta – Aneto.

Dalej tu już bez pospiechu. Padać nie będzie, przez zmrokiem spokojnie zdążę. także powolutku dochodzę do punktu startu. Piękna pętla!

  • Data: 13.07.2019
  • Trudność: T4
  • 23.90km, +2184m, -2189m